O kolekcjonowaniu typów ludzkich

pisarzPisarz to ponure indywiduum o fizjonomii grabarza, które dnie całe przepędza na podglądaniu, szczególne znajdując upodobanie w tropieniu wariatów. Krotochwilom takim oddaje się z uporem, jak zwykło się mawiać, godnym lepszej sprawy. Jeśli kto nie zasłoni wieczorem okien, pisarz wnet spoziera mu do kuchni, a i na zasłonkach nieraz ogląda teatrzyk cieni. Udając, że przegląda gazetę, w miejscach publicznych przysłuchiwa się rozmowom. W toalecie kryje się nie za fizjologiczną potrzebą, ale dla rejestrowania ekstraordynaryjnych kloacznych odgłosów. Wreszcie, w autobusach i tramwajach, ogluje ładne dziewczęta, mimo iż żonaty, bo wszak „kolekcjonuje typy”, a czymże by była literatura bez heroin?

Ale czemuż on to robi? Czy jest to jakiś perwerta (znaczy się zboczeniec)? Bez wątpienia, choć nie erotycznej natury.

Mógłby ktoś pomyśleć, że podglądactwo pisarza ma cel kronikarski, że dokumentuje on nieskończenie różnorodną rzeczywistość i próbuje (niczym jakowyś kosmiczny Syzyf) zatrzymać upływ czasu, powstrzymać niekończącą się degradację tkanek, przenosząc istotę materii podglądanej w przestrzeń idei. A gdzież tam! Łotr ów szuka jedynie pożywki dla niezaspokojonej swej fantazji, by móc potem oddawać się plotkarstwu najparszywszej odmiany i uprawiać potwarz tudzież donosicielstwo. Weźmy taki przykład: autobus, godziny szczytu, on stary, ona młoda, trzymają się za ręce. Cóż to za awantura? Ano, gadają (kto gada do rzeczy nie należy), że stary otruł żonę, dzieweczka zaś (zdałoby się, wcielenie anielskiej niewinności), w istocie miała cielesne stosunki z własnym ojcem, co stało się źródłem poważnego kompleksu na tle erotycznym. I co z tego będzie? Ano morderstwo, jak nic kolejne morderstwo!

Tak to pisarz przekształca otaczającą go rzeczywistość dla pofolgowania nieprzystojnym ciągotom. A przynajmniej zwykł to czynić – drzewiej, w lepszych czasach. Bo dziś, cóż, internet, panie, literat za komputerem siedzi, na Fejsbuku grzebie, a tam, wiadomo,  nieprawda, wszystko nieprawda, fikcja najczystszej próby i plotki tak wstrętne, że inszych tworzyć nie ma po co. Można myśleć: kryzys, pisarz redundantny. W żadnym razie. Dla zboczeńców zawsze znajdzie się miejsce.

Niemniej trzeba iść z duchem czasu. Ongiś, gdy udawał się pisarz, dajmy na to, do sklepu, każdy przechodzień był mu ofiarą: co jeden to oryginał. Teraz na ulicach prawie już patrzeć nie ma na co, bo człowiek do człowieka podobny jak do ciastka ciastko. Nosów wstrętnych ubywa z każdym dniem, wariaci siedzą grzecznie w przytułkach, co drugi zdrowo się odżywia, co trzeci uprawia jogę… I jak tu zmyślać utopie! Niby tam gdzieś jakaś wojna, niby ktoś kogoś maczetą zarąbał, lecz skąd to wszystko wiadomo? Przecież z Fejsbuka, a tam, ustaliliśmy, bezustanne blagierstwo. Cóż zatem pozostaje? Ano nic tylko się przystosować, przekręcić północ ku południowi, plus ku minusowi, bieg literackich fluidów odwrócić i tworzyć rzeczywistość. Tak, tak, mili Państwo, niech rzeczywistość tkwi nam teraz wewnątrz literata, a świat niech podgląda, przeinacza, obraca prawdę w plotkę. Zaraz w zakładach chirurgii plastycznej posypią się zamówienia na nosy w typie bokserskim, małe biusta, usta wąskie, zaraz ludzie zaczną sobie paluchy u stóp wyłamywać, aby móc się pochwalić chodem cudaczym, zaraz przestaniemy gadać do siebie, udając, że korzystamy z zestawów głośno mówiących, a zaczniemy gadać do zestawów głośno mówiących, udając, że gadamy do siebie.

Tak będzie! Taka właśnie nowa rola pisarzy! Inaczej być nie może…

Reklamy