Reklama

okladka01_maleChciałbym polecić Wam lekturę na Święta. A, jako że jestem człowiekiem nieskromnym i ogólnie zepsutym, obiektem mej polecanki będzie książka własnego autorstwa. Ale ostatecznie, czy rodzinna atmosfera, okolicznościowe jajeczko itp. nie zachęcają do czytania o koszmarach, szalonych wizjach i wszelkiej maści straszydłach?

Nie odpowiadajcie.

No dobra, niech to będzie wzmożenie doświadczenia literackiego przez kontrast. W każdym razie będzie mi bardzo miło, jeśli korzystając z wolnego czasu (którego wieczny niedobór odczuwają chyba wszyscy przedstawiciele naszej cywilizacji) sięgnięcie po darmowy zbiorek moich opowiadań „Sen, brat śmierci”. Żeby Was do tego zachęcić, pozwolę sobie zacytować wstęp z tegoż zbioru, w którym opowiadam co nieco o tym, jak w mojej głowie zrodziły się pomysły na zgromadzone tam teksty:

„Zawsze fascynowały mnie sny. Zawsze też fascynowała mnie noc. Ci z was, którym zdarzyło się kiedyś pracować na nocne zmiany albo podróżować nocnymi pociągami, albo biwakować w lesie w noc pełni księżyca pewnie zrozumieją, skąd wzięło się to drobne dziwactwo. O trzeciej albo czwartej nad ranem świat wygląda odrobinkę inaczej, staje się jakby ociupinkę mniej rzeczywisty. Ludzie są senni, rozmowy zbaczają na dziwne tory, o wiele łatwiej opowiada się niestworzone historie.

„Niestworzone historie to właśnie to, czym chcę się w życiu zajmować. Nie przez przypadek moja pierwsza powieść nosi tytuł „Szaleństwo przychodzi nocą”. Pisząc ją myślałem właśnie o tym, jak delikatna potrafi być nasza rzeczywistość, jak przerażająco niewiele dzieli nas czasami od obłędu – nas, zwykłych szaraczków, pracujących i jeżdżących pociągami.

„Podobne przemyślenia towarzyszą mi właściwie, odkąd tylko na poważnie wziąłem się za pisanie. Dowód na to stanowi niniejszy zbiór opowiadań, do którego trafiły teksty stworzone w ciągu siedmiu ostatnich lat. Do bardzo wielu z nich trafiły strzępki (a czasami i pokaźne kawały) moich prawdziwych snów i koszmarów. Mówiąc krótko, chciałbym zabrać Was w podróż do mojego prywatnego „świata pomiędzy”. Mam nadzieję, że zechcecie wsiąść ze mną do tego pociągu.”

Zbiór można pobrać z serwisu Wydaje.pl. Wystarczy kliknąć w LINK.

Tyle tytułem polecanki. Wesołych, smacznego i trzymajcie się!

Reklamy

Nowości, aktualności

Trochę działałem w ostatnim czasie i efekty tej pracy albo już można tu i tam dojrzeć, albo niedługo będą widoczne. Więc pozwólcie, że się trochę zareklamuję, nieskromnie pochwalę etc.

Przede wszystkim, o czym już trąbiłem w sumie na fejsie, ale powtórzyć nie zaszkodzi, skończyłem nagranie audiobookowej wersji opowiadania Sogno Ventura. Można je pobrać, klikając TUTAJ.

Ten tekst fabularnie nawiązuje do mojej powieści, lecz przy okazji stanowi też zapowiedź kolejnego projektu, nad którym pracuję – zbioru opowiadań „Sen, brat śmierci”, który ukaże się w postaci darmowego e-booka prawdopodobnie w przyszłym tygodniu albo najdalej (jeśli przeciągną się formalności z ISBN itp.) w tygodniu po Świętach. Na zachętę wrzucam na razie tylko okładkę.

okladka01_male

To nie jedyna premiera, która się zapowiada w najbliższym czasie. 30 marca, również w postaci darmowego e-booka, ukaże się zbiór zwariowanych, hardcorowych, groteskowych, a czasami po prostu dziwnych opowiadań, zebranych pod wspólnym tytułem „Gorefikacje”. Wśród nazwisk takich autorów, jak Dawid Kain, Łukasz Radecki, Krzysztof Dąbrowski, Paweł Mateja czy Tomasz Czarny pojawi się także mój skromny nomen. Okładka poniżej.

552088_556489177729644_981008276_n

Mam też trzecie ogłoszenie premierowe, ale z nim się jeszcze trochę wstrzymam. Żeby nie zapeszyć. Jak wspomniałem ostatnio paru znajomym, kiedy chodzi o książki, jestem strasznie przesądny.

Ostatni news będzie dość skromny. W końcu postanowiłem założyć sobie stronkę autorską na fejsie. Gdzieś tutaj, jak dobrze poszukacie, znajdziecie specjalnego widgeta do lajkowania. A na wszelki wypadek podaję też LINK.

Och, teatr

Ja w teatrze Wyndam w LondynieStosunkowo niewielu ludzi wie, że w swoim czasie całkiem poważnie myślałem o karierze w teatrze. I to bynajmniej nie jako dramatopisarz, co mogłoby się wydawać naturalne, lecz jako reżyser, a może nawet aktor. Rzecz jasna, kilka miniaturek scenicznych zdarzyło mi się naskrobać. Jedną z nich opublikowano daaawno temu w Esensji, więc jakbyście chcieli poczytać, to wystarczy kliknąć TUTAJ. Jedną też udało mi się wystawić z amatorskim, licealnym teatrzykiem. Zresztą, akurat wtedy, przez chwilkę, mogłem poczuć się prawdziwym „człowiekiem teatru”, gdyż musiałem to dziwadło wyreżyserować i w nim zagrać.

Niemniej, gdy jako świeżo upieczony maturzysta musiałem zdecydować, co dalej zrobić ze swoim życiem, szczerze powiedziawszy wymiękłem i nie odważyłem się złożyć aplikacji do szkoły teatralnej. Zresztą, wszyscy mi powtarzali, że lepiej najpierw skończyć jakiś inny kierunek, żeby trochę „okrzepnąć intelektualnie” czy coś takiego. W każdym razie z czasem pomysł poszedł w zapomnienie. Skupiłem się na pisaniu, a do tego jeszcze grałem trochę w kapeli, więc stwierdziłem, że prowadzę wystarczająco artystyczne życie jak na zwykłego mieszczucha.

Co bynajmniej nie osłabiło mojej miłości do teatru. Jego sztuczna rzeczywistość, pakt kłamstwa między sceną a publiką, do dziś mają dla mnie nieodparty urok. Grotowski kilkadziesiąt lat temu chciał stworzyć teatr misteryjny, chciał, aby sztuka stała się rytuałem. Moim zdaniem po prostu nie zauważył, że teatr nigdy swojego rytualnego charakteru nie stracił. Dla mnie nawet (a może, paradoksalnie, zwłaszcza) komercyjne sztuki reżyserowane przez Malajkata mają w sobie coś magicznego. (Pozwólcie, że teraz popadnę w delikatny patos.) Różnica między teatrem a filmem polega na tym, że w tym pierwszym masz możliwość namacalnego sprawdzenia, że to, co oglądasz wcale nie jest prawdą. Film nie daje ci takiej możliwości. A zatem teatr jest aktem woli, w pełni świadomą zgodą na odrzucenie rzeczywistości.

(Tryb patosu wyłączony.) Zastanawiacie się być może, co mnie skłoniło do tych przemyśleń i wspominek. Otóż tydzień temu wylądowałem w studio, w którym nagrałem audiobooka na podstawie własnego opowiadania „Sogno Ventura” (poniekąd tematycznie związanego z „Szaleństwem…”). Dzięki temu projektowi zyskałem okazję, aby po raz kolejny pobawić się w aktora. Oczywiście, czytanie książki to nie to samo, co występowanie w teatrze, ale wspomnienia z tych kilku krótkich chwil spędzonych na prowizorycznej scenie w liceum i tak wróciły.

Niestety przypomniałem sobie też, co to trema. A także, że oddychanie czasem wymaga sporego wysiłku intelektualnego. Co nie zmienia faktu, że bawiłem się świetnie, nadając głosy (na tyle, na ile pozwalały mi skromne umiejętności) stworzonym przez siebie postaciom.

Efekty będziecie mogli poznać już wkrótce, jak tylko nagranie przejdzie żmudny proces edycji i masteringu. Szczerze powiedziawszy, chętnie powtórzyłbym to doświadczenie jeszcze kiedyś, ale w tym przypadku wiele będzie zależało od Waszych obiektywnych opinii. Sam nie jestem w stanie ocenić, czy tego, co popełniłem słucha się fajnie, czy nie.

Natomiast jeśli chodzi o teatr, to nie przestałem całkiem o nim marzyć. Pewnego dnia zamierzam napisać porządną, długą sztukę w horrorowym klimacie. Właściwe mam już nawet tytuł i to po angielsku, „Watchers in the Dark”. Co pewnie trzeba będzie przełożyć na „Obserwatorów w ciemności” albo „Patrzących w ciemności”. Mam też zrąb fabularny, który zresztą wymyśliłem parę lat temu. Ale napisać to jedno. Właściwie moje marzenie jest takie, że jak już tę sztukę stworzę, to ktoś ją wystawi. A główną rolę zagra Zamachowski.

No dobra, jemu dajmy spokój, biedak może już do tego czasu nie żyć.