Kobiety są z Marsa, a mężczyźni z Yuggoth

HefemaleJakiś czas temu przeczytałem kilka książek, które mi się podobały. (Od razu zaznaczę, że nie było wśród nich „Zmierzchu”). A potem dowiedziałem się, że to literatura kobieca. I mam świadomość, że ktoś w jakimś wydawnictwie pomyślał sobie: „zrobimy zieloną okładkę, to kolor, na który kobiety zwracają uwagę, na pewno wpadnie w oko paniom szperającym w Empiku”. No i jeszcze dorzucono do tego jakieś delikatnie feministyczne hasełko typu: „Z tą tajemnicą nie poradziłby sobie żaden mężczyzna”.

Więc co, miałem nie czytać? Ale ja lubię historie w rodzaju: jakaś kobieta po czterdziestce rozstała się z mężem albo jej mąż umarł i teraz musi całe swoje życie ułożyć od nowa. Kiedy czytam coś takiego, to dla mnie to jest historia o człowieku (nieważne jakiej płci), który musi walczyć z przeciwnościami, któremu życie daje w kość, a on/ona się nie poddaje. Zresztą, jeśli popatrzycie na książki Stephena Kinga, autora literatury – mogłoby się zdawać, choć oczywiście błędnie – typowo męskiej, to tam dzielnych heroin jest mnóstwo. Weźmy choćby „Rose Madder” czy „Historię Lisey”.

Cała ta sprawa skłoniła mnie do refleksji.

Ogólnie nie jestem zwolennikiem teorii gender (ani queeru, ani niczego w tym stylu), uznaję jednak, że jej twórcy postawili kilka bardzo ważnych pytań. Czym jest płeć? Co decyduje o płci? Jaki jest związek między płcią a zachowaniami, gustami itp.? Rozwój technologii, nauki, zmiany ekonomiczne i społeczne… to wszystko zmusza nas, abyśmy zastanawiali się nad rzeczami, które naszym przodkom sprzed tysiąca lat nawet nie przyszłyby do głowy. Medycyna pozwala nam zmieniać płeć, nowe trendy marketingowe wymagają definiowania targetu na podstawie jego „płciowych upodobań”. Nie ma przed tym ucieczki.

Problem z genderem, moim zdaniem, polega na tym, że postawił całą sprawę do góry nogami. Upraszczając, w teorii tej chodzi o to, że płeć nie jest czymś bezwzględnym, a właściwie nawet nie istnieje. Istnieją tylko ustalone na drodze umowy społecznej płciowe wzorce zachowań, którymi też jesteśmy obdzieleni w sposób dość losowy. Innymi słowy, płeć jest czymś sztucznym, wytworem kultury. Oczywiście pozostaje kwestia organów, ale ten problem, jak już powiedzieliśmy, rozwiązała medycyna.

No i z tym nie bardzo mogę się zgodzić. Wydaje mi się, że płeć jest czymś bezwzględnym, a ten pierwotny płciowy dualizm jest nieunikniony. Podobnie jak wszystkie inne dualizmy. Nie wierzę w ambiwalencję moralną, podobnie jak nie wierzę w istnienie zombiaków, istot zawieszonych pomiędzy życiem a śmiercią. To poczucie rozdwojenia świata wytworzyło się w jakimś nieuchwytnym momencie historii, gdzieś na styku natury i kultury, w momencie kiedy w człowieku zaczęła budzić się świadomość i dokonywał pierwszych obserwacji rzeczywistości. I towarzyszy nam do dziś.

No dobrze, więc dlaczego nadal uważam pytania zadawane przez teoretyków genderu za zasadne? Ok, moim zdaniem to wygląda tak. Jest dualizm płciowy, jedna płeć obserwuje drugą, obie zastanawiają się nad wzorcami zachowań itd. W międzyczasie trafiają się rzadkie przypadki obojnactwa (zresztą do dziś, powiedzmy sobie szczerze, transseksualizm i hermafrodytyzm rzadko uznawane są za normalny element porządku społecznego). Ludzie pierwotni nie potrafią sobie z tą koncepcją poradzić, podobnie jak nie potrafią sobie poradzić z kwestią homoseksualizmu (po co uprawiać seks, skoro nie będzie z tego dzieci?) itd. Więc powstaje potrzeba wytworzenia pojęć, stworzenia umowy społecznej. W tym miejscu zgadzam się z genderem. Wiele „cech płciowych” powstało jako swego rodzaju kulturowa naleciałość. Jednak nadal normę społeczną wyznacza to zupełnie pierwotne, wewnętrzne poczucie odrębności. I moim zdaniem to się nie zmieni. Możemy sobie wmawiać, że za 500 czy 1000 lat, gdy technologia rozwinie się jeszcze bardziej, naszą płciowość będziemy mogli ustalać w 100% samodzielnie, ale szanse na to są nikłe. Tak samo jak na to, że homoseksualizm stanie się normą.

Nie mówię tego dlatego, że jestem wojującym homofobem. Historia uczy nas, że prędzej czy później zawsze uaktywnia się jakiś mechanizm normalizacji społecznej. I jest to przeważnie mechanizm okrutny, bezduszny, który prowadzi do podziału na „normalnych” i „nienormalnych”, uproszczenia zupełnie karygodnego z etycznego punktu widzenia.

W porządku, ale popadam w dygresję. To, co mnie naprawdę ciekawi, to te wzorce zachowań. Osobiście nigdy nie miałem żadnych zastrzeżeń co do swojej męskości. Szczerze powiedziawszy, jako człowiek dość nikczemnej postury, powiedziałbym raczej, że moje ewentualne kompleksy były (no dobra, pewnie nadal są) typowo męskie. No wiecie, że powinienem być bardziej napakowany, lepszy w sporcie, że nie powinienem mieć wady wzroku itp. Ale kiedy pewnego dnia ktoś przeprowadził na mnie coś w rodzaju bardzo prymitywnego testu behawioralnego, wyszło mi, że jestem w połowie mężczyzną, w połowie kobietą. Lubisz majsterkować? – tak. Denerwuje cię jak ktoś za dużo gada? – tak. Jak coś poszło nie tak to wolisz to przeanalizować, czy wystarczy, że się wypłaczesz? – przeanalizować. Lubisz spędzać wolny czas z książką, herbatką i w ciepłych kapciach? – tak. Zdecydowanie się na wybór koszulki zajmuje ci średnio dwie godziny? – tak. W sytuacji stresowej działasz czy panikujesz? – panikuję.

Rozumiecie, o co mi chodzi? Muszę przyznać, że cała ta analiza ubodła moje męskie ego. Niby dlaczego ktoś ma mi mówić, że zachowuję się jak baba?

I tu wracamy do pewnego problemu, z którym zmaga się gender. Czy posiadanie cech kobiecych jest czymś złym? Nie, jeśli jesteś kobietą. Taka jest nasza powoli dezaktualizująca się umowa społeczna. Dlatego (a przynajmniej w ten sposób się usprawiedliwiam) instynktownie poczułem się dotknięty. Odchylenie od normy zaburza spójność społeczeństwa, ergo jest dla niego zagrożeniem, ergo należy mu przypiąć metkę „zła”.

No i co z tym fantem zrobić? Powiem szczerze, że nie mam pojęcia i, niestety, mój tekst będzie pozbawiony konkluzji. Dlatego pochwalam stawianie pytań, nawet jeśli odpowiedzi czasami są nieco naciągane.

Nasza cywilizacja doszła do punktu, w którym nie bardzo wie, co ze sobą zrobić. Martwi mnie tylko wizja, że zanim się zdecydujemy (wybaczcie w tym miejscu brak poprawności politycznej), zaleją nas hordy „ludzi wschodu”, którzy zgwałcą nasze kobiety i zabiorą nasze metale szlachetne. To właśnie my, w głębi genomu dzicy Germanie, uczyniliśmy 1500 lat temu Rzymianom, którzy wówczas zaczynali zastanawiać się nad podobnymi problemami, co my teraz.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s