Szaleństwo w obrazkach

Z okazji Mikołajek postanowiłem sprezentować Wam… No dobrze, także i sobie. Tak trochę. Ale nie to, żebym był samolubny czy coś. Choć jako dziecko zawsze dawałem mojemu bratu takie prezenty, żebym też się mógł nimi bawić (a jeszcze w dodatku kupowałem je za pieniądze od mamusi albo babci). Ok, ale co to ja…

A tak! Z okazji Mikołajek postanowiłem sprezentować Wam trailer promujący „Szaleństwo przychodzi nocą”. Zapraszam do obejrzenia filmiku, a potem jeszcze dwa słowa komentarza. Już na poważnie.

Przy tworzeniu powyższego trailera (tj. jego wizualnej części, bo muzyka, jak już kiedyś wspominałem to dzieło Radka Dubisza, wszystkie prawa zastrzeżone;]) pomagała mi zaprzyjaźniona artystka, Monika Wilkosz. Po przeczytaniu mojej powieści (w bardzo pierwotnej wersji) stwierdziła, że kojarzy jej się ona z kolażem starych zdjęć, dziwnie rozmytych, zdeformowanych. Bo to jest horror, w którym, pod grubą warstwą gówna, kryje się bardzo osobista historia.

Pierwotnie zamierzaliśmy użyć rzeczywistych zdjęć z mojego albumu rodzinnego, ale niestety nie spełniały potrzeb związanych z dramaturgią. Ostatecznie do filmiku trafiło tylko jedno zdjęcie mojej rodziny. Nie zdradzę które:P. Reszta pochodzi z różnych źródeł.

I od razu słowo wyjaśnienia. Dużo jest tam zdjęć z czasu wojny, ale powieść nie jest o wojnie. Powieść jest o przeszłości, pamięci, koszmarach. Koszmarem z przeszłości naszych dziadków była tragedia drugiej wojny światowej. I ten ich strach, jak mi się zdaje, w jakimś stopniu przeniósł się na nasze pokolenie. Zdeformowany i niewyraźny, ale jednak.

No dobra, koniec. Jako urodzony grafoman nie mogłem opanować potrzeby gadania;]. Ale mam nadzieję, że rozbudowany komentarz do trailera powiem Wam coś o procesie myślowym (uczuciowym?), który towarzyszył pisaniu „Szaleństwa…”.

Trzymajcie się!

Reklamy