Żubrze, zróbże…

W dzisiejszym odcinku naszym głównym obiektem zainteresowania nie będzie literatura, ani muzyka, ani żadna inna spośród sztuk wyzwolonych. Zamiast tego zabiorę Was w multimedialną podróż do królestwa zwierząt.

Zoologia to dziedzina wiedzy, która zawsze mnie interesowała. Niestety nigdy nie znalazłem dość czasu i zapału, żeby ją zgłębić. Mimo to powiedziałbym, że jak na mieszczucha spędzam całkiem dużo czasu w towarzystwie zwierząt. Dzikie (mniej lub bardziej) stwory tej ziemi inspirują mnie i pozwalają zapomnieć o opresji otaczającej cywilizacji. Jestem stałym bywalcem zoo, a ostatnio odkryłem też w sobie zamiłowanie do jeździectwa.

Najbardziej imponującym ZWIErzakiem (przez duże ZWIE, jak zauważyliście;]), jakiego znam, jest żubr. Trudno właściwie powiedzieć, z czego wynika moja (chyba dość nietypowa) fascynacja tym stworzeniem. Być może ma to jakiś związek z faktem, że żubr to potężne rogate bydlę, które nie posiada absolutnie żadnych naturalnych wrogów, bo w europejskich puszczach nie ma innego silniejszego zwierzęcia, a mimo to potrafi się zachowywać jak najłagodniejsza krówka na świecie. Możliwe też, że to kwestia patriotyzmu. Lew może być królem Afryki, ale w polskich lasach od wieków rządził żubr.

Cóż, z pewnością nie jest to pochodna miłości do piwa wiadomej marki, którego smak niestety nie budzi zachwytów.

Zapał przyrodnika przełożył się w moim przypadku na pobudzenie inklinacji malarskich (niestety dość niepewnej próby). Obiecałem Wam multimedia, więc oto i one.

Żubry, Gajek, olej na płótnie (30×40), szkoła pseudo-impresjonistyczna

Ok, skoro to mamy już za sobą, pora na część edukacyjną. Nie chcę Was zanudzać smutną historią najdumniejszego ssaka Europy. Dość powiedzieć, że obecnie w stanie dzikim żyje zaledwie 3000 żubrów (w tym u nas około 1200), a jeszcze 90 lat temu wolnych żubrów było… no cóż, nie było.

Tym, co najbardziej mnie ciekawi w tych zwierzakach, są ich obyczaje społeczne. W gruncie rzeczy są one całkiem podobne do zwyczajów ludzi, zwłaszcza jeśli popatrzymy na XIX-wieczną szlachtę/arystokrację (np. angielską).

Żubry żyją w stadach rządzonych przez najstarsze samice. Oczywiście babskie rządy to nic fajnego (:P), więc młodzi dżentelmeni, jak tylko osiągną odpowiedni wiek, zbierają się w grupach, fraterniach i klubach, i odłączają od stad, by używać wolności wśród leśnych ostępów. Wracają tylko na okres godowy lub na przeprowadzki. Z wiekiem jednak hałas i ciągłe utarczki z kolegami tracą dla nich urok. Stare byki na swoje coroczne eskapady wolą udawać się samotnie lub w towarzystwie jednego zaufanego kompana (tak, mój drogi Watsonie). W tym czasie zaczynają wędrować coraz dalej, potrafią przebyć wiele mil, ale zawsze uroki płci pięknej skłaniają je po jakimś czasie do powrotu.

Powyżej, zdjęcia mojego autorstwa wykonane w zagrodzie pokazowej w Pszczynie (jakbyście byli w Beskidach, to gorąco polecam, poza zagrodą w Pszczynie jest też piękny klasycystyczny park i takiż pałacyk).

Za to poniżej, na zakończenie, zamieszczam tematyczny fragmencik z powieści, nad którą właśnie pracuję:

Poczuł gorący powiew powietrza, a potem coś chropowatego i lekko wilgotnego dotknęło jego twarzy. Nos wypełnił mu duszący zapach mokrej sierści.

Z trudem uniósł powieki i spojrzał prosto w oczy… no, w oko… jakiegoś zwierzęcia. Tuż nad nim wisiał potężny, kosmaty łeb.

Zwierz sapnął ciężko, jeszcze raz musnął jego policzek szorstkim szarym jęzorem, po czym cofnął się nieco.

Teraz Witchdoctor widział już dwoje oczu: wielkich i łagodnych. Pod nimi wyrastał garb potężnego nosa. Nad nimi, ze splątanej grzywy brązowych włosów, wystawały rogi.

– „Żubr” – pomyślał Witchdoctor. – „Prawdziwy żubr”.

Żubr cofnął się jeszcze bardziej, prezentując całe swe imponujące cielsko. Mięśnie drgały mu pod skórą, gdy otrząsał się z porannej rosy. Popatrzył na Witchdoctora, a potem powolnym, jakby pytającym ruchem zwrócił głowę w stronę widocznej nieopodal hałdy ruszonej ziemi, na której już wyrastały pierwsze chwasty.

Witchdoctor popatrzył na swoje pokaleczone i powalane brudem dłonie, na czarne paznokcie. Uniósł ręce i pokazał je żubrowi.

– Tu go pochowałem – powiedział.

Żubr nie odpowiedział. Przeszedł koło prowizorycznego grobu i zagłębił się w las.

Po chwili na polance zjawiły się kolejne zwierzęta. Szły jedno za drugim, całe stado, kilkadziesiąt sztuk. Między dorosłymi samicami brykały dwa lub trzy cielaki. Przechodziły obok Witchdoctora, nie zwracając na niego większej uwagi. Niektóre ocierały się o niego, inne przystawały na sekundę, żeby go obwąchać.

Potrwało to kilka minut, ale w końcu wszystkie zniknęły między drzewami.

A do głowy Witchdoctora zaczęły napełzać głosy, gniewne szepty, lamenty, urągania. Został sam z tymi duchami. Sam ze wszystkimi mieszkańcami swojej głowy.

Niezdarnie popełzł na czworakach za oddalającym się stadem.

– Poczekajcie! – wykrzyknął.

Jednak po żubrach nie było już śladu, więc zawrócił w stronę grobu Gorana. Wtedy zauważył, że na kopcu ktoś siedzi. Duchy nagle opuściły głowę Witchdoctora i rzuciły się ku tamtemu człowiekowi.

– Grzebiąc swojego przyjaciela stworzyłeś tu miejsce mocy – odezwał się przybysz. – Żubry to pradawne bestie, wyczuwają moc. Podobnie jak ja.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s