Refleksje o pięknie

Właściwie to planowałem Wam opowiedzieć szerzej o moich tegorocznych, objazdowych wakacjach, ale ostatecznie postanowiłem skupić się tylko na pewnych przemyśleniach, które mnie naszły w podróży.

W tym roku zaniosło mnie między innymi na Dolny Śląsk. Myślę, że istotę tego regionu najlepiej oddają słowa „zrujnowane piękno”. Tamtejsze wioski i miasta wyglądają na biedne. Z budynków złazi tynk, podwórka często są zaniedbane. A jednak we wszystkim widać ślady dawnej urody. Gdzie się człowiek nie ruszy tam jakiś pałac.

Część z nich unosi się powoli z ruiny. Władze lokalne robią, co mogą, żeby promować turystykę. W starych arystokratycznych majątkach inwestorzy otwierają hotele, SPA, pola golfowe.

Póki co te działania głównie przyczyniają się do nasilenia kontrastów. Popatrzcie choćby na te zdjęcia.


Tak, w niektórych zabytkowych pałacach władze poprzedniego ustroju potworzyły mieszkania komunalne. Co i tak było z ich strony podejrzanym przebłyskiem dobrej woli, biorąc pod uwagę, ile obiektów rozebrano, żeby pozyskać materiały budowlane (zresztą głównie do odbudowy Warszawy – czego Ślązacy jakoś nam nie mogą wybaczyć).

Po lekturach iluś tam przewodników i wysłuchaniu iluś tam opowieści nasuwa mi się niewesoły wniosek – 50 lat komunizmu spowodowało większe spustoszenie niż armia radziecka i armia niemiecka razem wzięte.

Różnica tkwi w tym, że niemieccy i radzieccy żołnierze niszczyli lub kradli piękne obiekty. Mówiąc bardziej poetycko, rujnowali piękno. Natomiast komunizm w dużym stopniu zabił w nas umiłowanie i potrzebę piękna.

Nie chcę tu zbyt głęboko wchodzić w problemy kulturalno-społeczne. Mam świadomość, że w moich słowach pobrzmiewa poczucie nostalgii za mitem minionej epoki, która wcale nie była taka wspaniała, bo w rzeczywistości była epoką przerażających nierówności społecznych. Chodzi mi o to, że „triumfalny pochód klasy średniej”, który sam w sobie spowodował homogenizację kultury, w krajach byłego bloku komunistycznego przyniósł podwójnie niszczycielski skutek.

Wydaje mi się, że dla wielu z nas piękno straciło wartość. Odwołując się do mojego własnego, literackiego poletka, wspomnę choćby o dyskusji wokół tego, czy literatura jest sztuką czy rzemiosłem. Oczywiście, że jest sztuką! Jeśli nie jest sztuką, jeśli jej głównym zadaniem nie jest tworzenie piękna, to jej istnienie nie ma sensu. Rzemiosło ma czemuś służyć, ma mieć praktyczne zastosowanie. Literatura z tego punktu widzenia nie służy niczemu. Opowiadanie o tym, że może pełnić funkcję wychowawczą, byłoby oszukiwaniem samego siebie. Nie o to w tym wszystkim chodzi.

Nie rozumiem, dlaczego pisarze upierają się, że ich praca jest taka sama jak każda inna praca. Bycie średniakiem to żaden powód do dumy, więc dlaczego tak bardzo chcą równać w dół? To powinno działać w zupełnie inną stronę. Rzemieślnicy powinni aspirować do tego, żeby być artystami. Podczas mojej wyprawy dowiedziałem się na przykład, jak piękne mogą być zwykłe drzwi do pokoju.

Rzecz jasna pewien umiar powinno się zachowywać. Osobiście jestem dumny z tego, że jestem mieszczuchem i mam gust typowy dla mieszczucha, że nie należę do jakiejś bohemy, która wolne chwile spędza na badaniu irańskiej kinematografii. Nie znaczy to jednak, że nie powinienem poszukiwać takiego piękna, jakie w swym braku wyrafinowania jestem w stanie pojąć. I że nie powinienem tworzyć takiego piękna, które podobni do mnie ludzie będą mogli docenić.

Tyle mam w tej kwestii do powiedzenia. Wybaczcie, jeśli trochę powiało patosem. Na zakończenie jeszcze zdjęcie pięknego stworzenia, niestety zeszpeconego nieco przez osobę jeźdźca, który odczuwa naturalne ciągoty do robienia głupich min, gdy w pobliżu znajduje się aparat fotograficzny;].

Pourlopowo

Moja aktywność blogowa w ostatnim czasie była dość sporadyczna, ale wakacje powoli się już kończą, czas wracać do roboty, więc pewnikiem będę częściej zaglądał do tego zakątka cyberprzestrzeni. Mam nadzieję, że Wy również.

Na początek parę nowinek.

Prace nad moją debiutancką powieścią wreszcie ruszyły i październik powoli staje się prawdopodobnym miesiącem premiery, choć oczywiście to jeszcze nic oficjalnego. Mamy za sobą pierwszą turę korekty redakcyjnej, a także korektę odautorską. Teraz tylko czekać, czy nie pojawią się dalsze zastrzeżenia. Zapoznałem się też z pierwszymi projektami okładek. Niestety na razie musiałem odrzucić wszystkie (tj. dwie;p) propozycje. Dręczę też wydawcę kwestiami związanymi z promocją, ale póki co dogadaliśmy się tylko w sprawie ilości patronatów. Ogólnie każą mi się wstrzymać z myśleniem o tych sprawach, dopóki nie będzie gotowy egzemplarz sygnalny, ale po tym, czego się nasłuchałem, kiedy po raz pierwszy pochwaliłem się, że powieść ma się ukazać, chyba nabawiłem się obsesji na punkcie marketingu.

Równolegle poświęcam także uwagę dwóm innym dużym projektom literackim.

Szukam wydawcy dla starszej powieści, „Ciemnej strony księżyca”. Jak dotąd pewne nadzieje wzbudziła wymiana mejli w tej sprawie z wydawnictwem JanKa, ale może mój optymizm wynika stąd, że trafiłem na miłego i kontaktowego redaktora, co niestety w branży nie zdarza się zbyt często.

Poza tym ciągle pismam nową powieść o roboczym tytule „Sen o Warszawie”. Pierwszy kamień milowy mam już za sobą: przekroczyłem 50 stron niesformatowanego maszynopisu, czyli 1/4 tego, co sobie założyłem. Ale szczerze powiedziawszy liczyłem na to, że podczas urlopu uda mi się zrobić więcej. Cóż, Muza nie była łaskawa.

Z mniejszych projektów: powoli wykuwam opowiadanie na bizzarystyczny konkurs organizowany przez Niedobre Literki, Grabarza Polskiego i Fu Kang. Czasu zostało już niedużo, termin mija bodajże 15.09, więc będę musiał spiąć odpowiednie części ciała, ale biorąc pod uwagę, że bizarro tworzy się szybko, lekko i przyjemnie, to powinienem dać radę. A jak nie, to mam jeszcze jednego starocia odłożonego, może się nada. Przezorny zawsze ubezpieczony.

Dla zainteresowanych, którzy nie boją się krótkich terminów podaję linka do informacji konkursowej zamieszczonej ongiś na Qfancie, dla którego żywię ciepłe uczucia (i ze względu na nie popełniam tę drobną kryptoreklamę;p):

http://www.qfant.pl/index.php?option=com_k2&view=item&id=5964:uwaga-konkurs-zbizarruj-nas

Czekam też na wyniki konkursu Halloween po polsku. Do ogłoszenia tychże pozostało już tylko 10 dni. Szczerze powiedziawszy nie liczę na wiele. Jakoś konkursy to nie moja specjalność. Ale może wreszcie ktoś mnie zaskoczy;].

Ok, koniec na dziś. Chciałbym opowiedzieć jeszcze trochę o swoich podróżach, może parę zdjęć wrzucić, ale to już następną razą. Może jakoś przy weekendzie. Cholera, wiecznie tego czasu za mało na wszystko.