Coś na progu #1 – recenzja

Jak tylko zajrzałem do spisu treści pierwszego numeru „Czegoś na progu”, jedna rzecz od razu rzuciła mi się w oczy: zdecydowana przewaga publicystyki nad beletrystyką. Redakcja postanowiła nam zaserwować jedynie trzy utwory literackie, spośród których z dwoma rozprawię się od razu. Rozumiem splendor towarzyszący zdobyciu „dotąd niepublikowanego utworu Lovecrafta”, jednak gdy okazuje się, że jest to krótki i do tego nieszczególnie udany wiersz, trudno powstrzymać uczucie zawodu. Rozumiem też chęć pochwalenia się na okładce nazwiskiem zagranicznego autora, niestety jednak pan Edward Lee bynajmniej nie popisał się swoim opowiadaniem „Makak” – ot, banalna historyjka o voodoo i zombiakach z odrobiną seksu i flaków na okrasę.

Z zupełnie innego ciasta ulepiona jest nowela Stefana Grabińskiego „Engramy Szatery”. Tak, tak, to smakowity kąsek. Chętnie zapoznam się bliżej z twórczością autora. Nie pogardziłbym również jakimś artykulikiem biograficznym. Jak rozumiem, niektórzy widzą w tym raczej niszowym pisarzu dwudziestolecia międzywojennego kogoś w stylu polskiego Lovecrafta. Językowo z pewnością mu nie ustępuje, można powiedzieć, że reprezentuje niedocenianą szkołę polskiego impresjonizmu literackiego. Jego styl przypomina momentami co lepsze fragmenty z Żeromskiego (wiem, wiem, to kiepska reklama dla kogokolwiek, kto przemęczył się przez polskie liceum, ale spróbujcie wyrzucić z głowy wspomnienie o „Syzyfowych pracach”). Jest jednak dużo bardziej plastyczny, lżejszy. Byłem urzeczony już po przeczytaniu trzech pierwszych zdań. Zresztą posłuchajcie: „Przestrzeń była pusta. Jak daleko okiem sięgnąć, snuły się tylko wstęgi torów i wysterczały z nawierzchni słupy telegrafu. Gdy na chwilę ścichał wiatr, odzywało się na drutach stłumione mruczenie prądu – gdy wracał znów zasilony świeżą rzeszą podmuchów, głuchła gawęda depesz, a skarżył się żałośnie przestwór…”.

Co się tyczy fabuły, to jest niezła, choć z pewnością nie tak śmiała, szalona i wizjonerska jak w większości tekstów Samotnika z Providence. Za to z całą pewnością akcja jest lepiej skonstruowana. Lovecraft miał wyraźny problem z utrzymywaniem napięcia, doprowadzaniem go do punktu kulminacyjnego, a potem rozwiązywaniem historii w naturalny sposób. Grabiński radzi sobie z tym dużo, dużo lepiej. Jedyne co mu można zarzucić to zgrzyty w konstrukcji postaci. Obsesja tytułowego Szatery rozwija się zdecydowanie zbyt szybko, niektóre jego działania trudno uzasadnić psychologicznie.

To tyle, jeśli chodzi o część, która interesuje mnie najbardziej, czyli beletrystykę. Pozwólcie, że temat publicystyki omówię już tylko w dwóch słowach.

Ogólnie większość tekstów wypada bardzo fajnie. W dziale tematycznym poświęconym Lovecraftowi zebrano wiele ciekawych informacji z różnych dziedzin. Szczególnie przypadł mi do gustu artykuł Joanny Kułakowskiej „Bluźniercza przestrzeń, czyli ponadczasowość prozy H.P. Lovecrafta”. Autorka dokonała znakomitej analizy twórczości Samotnika z Providence pod kątem z jednej strony literaturoznawczym, z drugiej – antropologiczno-kulturoznawczym.

Wart uwagi jest również dział kryminalnym, w którym w dwóch esejach przedstawiona została twórczość odpowiednio Borisa Akunina oraz Henninga Mankella. Znajdziemy tam również początek wywiadu-rzeki z polskimi medykami sądowymi. Póki co panowie nie powiedzieli nic odkrywczego, ograniczyli się do starej śpiewki spod znaku „życie to nie film”, ale dostrzegam potencjał na przyszłość.

Spośród pozostałych tekstów polecam jeszcze artykuł Marcina Kiszeli o bizarro. Sam ostatnio zacząłem się interesować tym nowym gatunkiem literackim, a pan Kiszela omówił go bardzo klarowanie i przekrojowo.

No i to tyle moich przemyśleń. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Osobiście mam nadzieję na więcej opowiadań. Życzę też Łukaszowi Śmiglowi i pozostałym członkom redakcji, żeby przygoda z „Czymś na progu” potrwała dłużej – dużo dłużej – niż przygoda z „Lśnieniem”. Rynek fantastyczny potrzebuje solidnego magazynu poświęconego horrorowi i opowieściom niesamowitym.

Advertisements

One thought on “Coś na progu #1 – recenzja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s