„Gra o tron”, sezon drugi – pierwsze wrażenia

Obejrzałem dzisiaj pierwszy odcinek drugiego sezonu „Gry o tron”. Chciałbym się z wami podzielić garścią wrażeń.

Fabularnie niewiele się zmieniło. Dziwne by było, gdyby twórcy tak od razu zasypali nas niespodziewanymi zwrotami akcji. Zamiast tego ograniczyli się do zasygnalizowania głównych wątków. Pojawił się nowy gracz, Stannis Baratheon, a wraz z nim nowe bóstwo, ognisty R’hollor. A jeśli chodzi o starych graczy… Robb chce prowadzić wojnę na wyniszczenie z Lannisterami, między Cersei a jej psychopatycznym synkiem powstają pierwsze tarcia, Tyrion psychicznie przygotowuje się na to, że w King’s Landing będzie musiał ratować, co się da. Krótko mówiąc, pionki ustawiają się na miejsca.

O wykonaniu od strony technicznej nie ma co dużo gadać. Wszystko wygląda pięknie, HBO wyłożyło grubą kasiorę, na pewno nie będzie gorzej niż w poprzednim sezonie. Zastanawiam się tylko, czy tym razem szarpną się na jakąś porządną scenę batalistyczną. Znając fabułę książki, nie widzę, jak mogliby tego uniknąć. Wcześniej wykręcili się dość tandetnym chwytem, kiedy tuż przed rozpoczęciem bitwy Tyrion stracił przytomność, ale nie sądzę, żeby widzowie drugi raz przełknęli coś takiego.

Właściwie najwięcej mogę powiedzieć o obsadzie. Bądź co bądź pojawiło nam się kilkoro nowych bohaterów. Na chwilę obecną mam nieco mieszane uczucia. Stannis niby pasuje. Grający go Stephen Dillane ma gębę z jednej strony twardą, z drugiej niemożliwą do polubienia. Całkiem nieźle gra tego surowego odludka, jakim powinien być Stannis. Wydobywa z niego rodzaj towarzyskiej niezręczności, maskowanej pasywną agresją. Brakuje mi w nim jednak siły. I brody. Ale to już detal.

Liam Cunningham, wcielający się w rolę Davosa Seawortha, poddanego i chyba jedynego przyjaciela Stannisa, ogólnie wydaje mi się dobrze dobrany, więc nie będę się nad nim rozwodził. Nieco gorzej wypada Carice van Houten w roli Melisandre. Stanowczo za mało złowieszcza. No i – niestety, takie jest okrutne prawo show-biznesu – niewystarczająco atrakcyjna. Czytając książkę wyobrażałem sobie postać, która momentalnie przykuwa uwagę, rzuca się w oczy, uderza. W serialu zrobiono z niej raczej złośliwą kusicielkę, która do wszystkiego podchodzi z kpiącym pół-uśmieszkiem.

Jednak tak naprawdę to tylko pierwsze wrażenia. Z nowymi twarzami trzeba się opatrzeć. Zresztą, zobaczymy, jak sprawy będą się rozwijać. Nie martwcie się, nie będę rozbierał na części pierwsze każdego następnego odcinka, a potem zanudzał was swymi wywodami, choć pewnie pokuszę się na jakieś podsumowanie po zakończeniu sezonu. Póki co, jestem dobrej myśli. Historia jest naprawdę dobra, trudno będzie ją schrzanić.

Reklamy

One thought on “„Gra o tron”, sezon drugi – pierwsze wrażenia

  1. Masz racje, obsada roli melisandre w drugim sezonie wypada dosyć blado. spodziewalem sie kogoś bardziej groźnego i wszechwładnego + ta akcja z ‚kuszeniem’ o której w sumie nie ma nic powiedziane w książce jeszcze bardziej demotywuje 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s