Terry Pratchett i filozofia: „Zimistrz”

Właściwie nie przepadam za starszą twórczością Pratchetta. Więcej w niej jest groteski i parodii niż jakiejś spójnej akcji. Najbardziej jednak razi mnie cynizm. Połączenie cynizmu i baśniowości jest bolesne, zabija magię. Zresztą Pratchett nie ukrywa, że taki był jego pierwotny cel: odwrócić magiczny porządek świata fantasy do góry nogami. Intelektualnie ciekawe. Emocjonalnie… No, do mnie nie zawsze przemawia.

Dlatego wolę dzieła nowsze. Dość dokładnie można uchwycić moment, w którym Pratchett się zwyczajnie zestarzał, ostrze jego ironii uległo stępieniu, zwrócił się w stronę literatury bardziej przygodowej – nadal zabawnej, ale pisanej w sposób zwarty, zgodny z regułami sztuki.

Z tego (trwającego zresztą nadal) okresu jego twórczości najbardziej lubię cykl (a dokładniej podcykl cyklu o Świecie Dysku) o Tiffany Obolałej i Nac Mac Feeglach. Dla niewtajemniczonych: Tiffany jest początkującą czarownicą, uczennicą. Nie myślcie jednak, że studiuje na wspaniałej akademii w rodzaju Hogwartu, nie, dla niej szkołą czarownictwa jest twarde życie na angielskiej… tfu, ankh-morporkiańskiej (czy jakiejś tam innej) prowincji. Z kolei Nac Mac Feeglowie to plemię małych, lecz wyjątkowo niebezpiecznych ludzików, którzy pomagają jej stawić czoła licznym niebezpieczeństwom, jakie czyhają na młode adeptki sztuki magicznej.

Książki z tego cyklu, w porównaniu ze starszymi utworami Pratchetta, cechuje większa doza dramatyzmu i akcji. Można też zauważyć wyraźną zmianę filozoficznego nastroju autora. Po cynizmie nie zostało praktycznie nic.

Parę dni temu czytałem „Zimistrza”, drugi tom serii, i zacząłem się zastanawiać, jakie postawy intelektualne przedstawił w nim Pratchett i dlaczego właśnie one wydają mu się bliskie. Moim zdaniem te postawy są dwie. Pierwszą, rodzaj dobrodusznego hedonizmu, reprezentują Nac Mac Feeglowie. Drugą, stoicyzm albo wręcz ascetyzm stoicki, reprezentuje sama Tiffany, a także pozostało czarownice.

Na pierwszy rzut oka można by powiedzieć, że powyższe filozofie życiowe się wykluczają. Tak, to prawda. Wydaje mi się, że stoicyzm jest w jakimś stopniu odbiciem własnej, domorosłej filozofii Pratchetta. Należy pamiętać, że wychował się on na wsi i otrzymał stare dobre imperialistyczne wychowanie brytyjskich collegów. Nic dziwnego zatem, że na pierwszym miejscu stawia ciężką pracę i utylitaryzm. Nic dziwnego też, że jego zdaniem jednostka wybitna (czarownica) musi się wyrzec siebie do tego stopnia, że nie wolno jej posiadać żadnych osobistych przedmiotów. W „Zimistrzu” jest nawet taka scena, w której Tiffany musi wyrzucić jedyny kawałek biżuterii, jaki posiada (mały, srebrny wisiorek), gdyż tytułowy Zimistrz, bóstwo zimy, mógłby dzięki niemu ją wyśledzić i przynieść ze sobą wieczne mrozy do osady, w której mieszka rodzina Tiffany. Innymi słowy, człowiek pełniący publiczną funkcję dla dobra ogółu musi poświęcić się cały. To jest podstawa brytyjskiego wychowania w pigułce. Żeby jeszcze tylko politycy chcieli się tego trzymać.

Jeśli zaś chodzi o ten hedonizm… Cóż, nie da się ukryć, że przede wszystkim czyni on Nac Mac Feeglów komicznymi. To, że spędzają życie na piciu, bijatykach i różnych innych radosnych czynnościach sprawia, że są swego rodzaju wesołymi rozbójnikami. Nie wydaje mi się jednak, żeby Pratchett obdarzył ich taką a nie inną  filozofią życiową wyłącznie w celach humorystycznych. Hedonizm, w świetle tego, cośmy powiedzieli wcześniej, musi mu się wydawać wręcz niebezpieczny, gdyż zmusza jednostki do przedkładania interesu własnego ponad interes grupy, co może prowadzić do zachowań niemoralnych i nieetycznych. Jednak moralność i etyka Feeglów nie dotyczy, nie odczuwają potrzeby czynienia zła, najwyżej są w stanie psocić. Dlaczego? Ano dlatego, że są martwi. Albo przynajmniej w to wierzą. Byli dobrzy, umarli, a potem trafili do lepszego świata, tj. naszego świata (w sensie: świata ludzi).

Za tym zabawnym pomysłem wyraźnie kryje się stare pytanie: „czy przypadkiem nie żyjemy w najlepszym z możliwych światów?” Myślę, że dla Pratchetta, z jednej strony ateisty, z drugiej człowieka głęboko przekonanego o potrzebie moralności, to pytanie jest bardzo ważne. I pociąga za sobą kolejne: „co zrobić, żeby nasz świat był najlepszym z możliwych światów?”. Propozycją odpowiedzi jest to, cośmy powiedzieli o Tiffany Obolałej.

W ten sposób dwa pozornie sprzeczne prądy myślowe zazębiają się. „Zimistrz”, podobnie jak pozostałe powieści z cyklu, nie jest negacją radości życia. Przeciwnie, jest jej wielką afirmacją, ale pokazuje, że wszystko ma swoją cenę.

Advertisements

One thought on “Terry Pratchett i filozofia: „Zimistrz”

  1. Myślę, że świetnie podsumowałeś to, co w „Zimistrzu” najważniejsze. Przez to całe gawędzenie o filozofii jednak można odnieść wrażenie, że książka jest straszliwie poważna. A nic bardziej mylnego – jest moim zdaniem jedną z najzabawniejszych powieści Pratchetta, jakie czytałam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s