Wiecznie coś

Work, work, work. Cały zeszły tydzień minął mi pod znakiem wytężonej pracy. I to nie tylko dlatego, że zacząłem nową robotę… jako dziennikarz ekonomiczny. Szczerze powiedziawszy jest to chyba ostatnie stanowisko, na jakim spodziewałem się znaleźć, ale z życiem tak już bywa. Nie jest źle.

Ale nie o tym chciałem. Literacko też nie próżnowałem. Napisałem trzy nowe opowiadania. Dwa na konkursy, o których pisałem wcześniej i jedno jako (być może) początek przygody z całkiem nowym gatunkiem literackim. Pozwólcie, że Wam opowiem, jak to było.

Otóż wystosowałem mejla do Kazimierza Kyrcza Jr. z prośbą, żeby zamieścił na swojej stronie link do strony, na której właśnie się znajdujecie. Kazek (mam nadzieję, że mogę tak go określić, tak się podpisuje;]) zgodził się, a przy okazji zagadnął mnie, czy nie pisałem nigdy czegoś w klimacie bizarro.

Co to jest bizarro? Też na początku nie wiedziałem, ale już tłumaczę. Bizarro to w sumie pewna odmiana literatury fantastycznej, łącząca w sobie elementy horroru, groteski, surrealizmu i, jak się zdaje, czasami także pornografii;]. Ta wybuchowa mieszanka przemówiła do mnie, gdyż od dawna uważam, że połączenie grozy i czarnego humoru jest fajne, a przy okazji często eksperymentuję z motywami onirycznymi. Także postanowiłem szybko naskrobać miniaturkę, która ma trafić na prowadzony przez Kyrcza i kolegów blog niedobre literki. Opowiadanie to nazywa się „Sen czwarty, ostatni” i opowiada, jak mi się zdaje, o wilkołaku. O wilkołaku inaczej, by tak rzec. Może wytłumaczę, skąd tytuł. Dawno temu stworzyłem kilka etiudek literackich, które były zapisami snów. „Sen czwarty…” jest do nich podobny i, choć nie jest zapisem prawdziwego snu, pojawiają się w nim pewne motywy z tamtych starych tekstów. Żeby lepiej to zobrazować wrzucę do biblioteczki jeden z nich, „Pierwszą odsłonę” (dla leniwych link także tutaj:P).

Jak tylko „Sen czwarty…” trafi do sieci, z pewnością się pochwalę. Tymczasem chciałbym się pochwalić czym innym. Wiem już, kiedy zostanie upublicznione moje opowiadanie „Psychol”. Ukaże się ono w majowym numerze Qfanta. W stosownym czasie zamieszczę linka, ale już teraz zachęcam by do niego sięgnąć.

Co tam dalej nowego? A, zacząłem pisać nową powieść. Na razie gotowy jest prolog i pierwszy rozdział. Więcej informacji znajdziecie w biblioteczce. Będzie to dla mnie spore przedsięwzięcie, bo planuje, żeby wyszła dość gruba, ok. 500 stron. Dla porównania „Szaleństwo przychodzi nocą”, powieść nad której wydaniem pracuję obecnie, w druku miałoby około 240 stron.

I to w sumie tyle. Choć nie, za bodaj pięć dni pojawią się wyniki konkursu Secretum Caligo, w którym biorę udział. Trzymajcie kciuki. No dobra, kończę już. Żegnam i kłaniam się nisko.

Advertisements

3 thoughts on “Wiecznie coś

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s