George R.R. Martin „Taniec ze smokami” – recenzja

Premiera drugiego sezonu „Gry o tron” zbliża się wielkimi krokami. Ja tymczasem czytam „Pieśń lodu i ognia”, literacki pierwowzór serialu, i właśnie skończyłem piąty tom (jak dotąd ostatni, ale planowanych jest siedem), „Taniec ze smokami”.

Po nieco słabszej od pozostałych „Uczcie dla wron” saga Martina znowu nabiera epickiego rozmachu. Na wschodzie, w zamorskich krainach, sytuacja staje się coraz bardziej napięta, gdy Daenerys  zmuszona jest do paktowania ze znienawidzonymi handlarzami niewolników. Coraz głośniej też o niej w Westeros. Szukają jej między innymi Tyrion Lannister, Quentyn Martell, syn księcia Dorne’u, oraz Vicatrion Greyjoy, wuja Theona i kapitan Żelaznej Floty. Nie mniej dramatycznie mają się sprawy na północy. Jon Snow robi co może, by przygotować się na nadchodzące niebezpieczeństwo, ale ma wrogów zarówno wśród wolnych ludzi spoza Ściany, jak i wśród własnych Czarnych Braci. Poza nimi ma też na głowie Stannisa Baratheona, który od północy planuje rozpocząć kampanię odzyskiwania swojego królestwa.

W „Tańcu ze smokami” fabuła sagi natrafia na kilka niespodziewanych zakrętów, więc możecie się spodziewać zaskakujących zwrotów akcji. Nowi gracze dołączą do gry, a wielu starych (między innymi Varys) jeszcze o sobie przypomni. Poza tym jak zwykle, wybaczcie wulgaryzm, „co się polepszy, to się popieprzy”. Zwłaszcza ciężko ma mój ulubieniec Tyrion. Tak, tak, będzie topiony (dwa razy), sprzedany w niewolę i rzucony lwom na pożarcie. Czy jak zwykle uda mu się wykręcić z niebezpieczeństwa? Cóż, nie powiem Wam. Jednym z uroków czytania powieści Martina jest to, że nigdy nie wiadomo, kiedy wreszcie stwierdzi, że tym razem nie żartował i naprawdę zabije któregoś z głównych bohaterów.

Literacko „Tańcowi ze smokami” nic można zarzucić. Język jest jak zwykle piękny i barwny, lekko archaizujący. Autor nieraz zabawia się w cechujące się kronikarską szczegółowością opisy uczt lub strojów, lecz nie zamąca to tempa narracji, która niespiesznie acz nieubłaganie prowadzi czytelnika przez wojenną zawieruchą i pajęczyny dworskich intryg.

Co tu dużo gadać zresztą? Trzeba czytać! Gorąco polecam wszystkim fanom Martina. A kto jeszcze nie miał okazji spotkać się z jego pisarstwem, niech koniecznie sięgnie po otwierającą sagę „Grę o tron” i prędko nadrabia. Książka jest lepsza od filmu. To uniwersalne prawo natury.

Advertisements

5 thoughts on “George R.R. Martin „Taniec ze smokami” – recenzja

  1. Zdecydowanie zachęciłeś do przeczytania. Szkoda, że ten fajny tom następuje po tym słabszym, do którego przeczytania cały czas nie mogę się zebrać…

  2. Już od dłuższego czasu przymierzam się do rozpoczęcia czytania tych książek, ale coś czuję, że to tak szybko nie nastąpi. Chyba że będę się cholernie nudził.

    1. No, z pewnością nie jest to lektura na jeden wieczór. Jakieś wakacje nad morzem byłyby dobrą okazją, by zacząć;]. Nie warto czytać drobnymi kawałeczkami z doskoku. Ale ogólnie książki są warte poświęconego im czasu.

  3. czy wiadomo kiedy ukaza sie kolejne tomy? tzn. winds of winter oraz a dream of spring? wszystko juz przeczytalam i bardzo sie niecierpliwie….

    1. Przy ostatnim tomie Martin kilkakrotnie przesuwał datę wydania, co złościło fanów, więc teraz postanowił niczego nie obiecywać. Oficjalnie zaczął już pisać Winds of Winter. Podobno ma 400 z 1500 stron. Wyczytałem też gdzieś, że powiedział, iż postara się skończyć przed 2016 r., kiedy to HBO planuje wyemitować 6. sezon serialu. Niestety, tylko takie plotki do mnie doszły, żadnych bardziej konkretnych informacji;].

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s